| Uwolnij się od manipulacji - radzi profesor John W. Smith |
|
|
|
| Wpisany przez Jerzy Rzędowski |
|
Reguła autorytetu jest prosta: "zrób to co mówię, bo się na tym znam" (lub: "bo mam prawo wydawać ci takie polecenia"). Wiele eksperymentów potwierdziło, że ulegasz autorytetowi niezależnie od tego skąd pochodzisz i jakie masz wykształcenie. Wystarczy wspomnieć słynny eksperyment Stanleya Milgrama. Badani byli posłuszni autorytetowi naukowca w wykonaniu tak drastycznego polecenia, jak rażenie obcych, niewinnych ludzi prądem!
Oczywiście, samo posłuszeństwo autorytetowi to pozytywny efekt wychowania. Ufałeś autorytetowi rodziców (do pewnego wieku rodzic jest dla dziecka autorytetem absolutnym), potem autorytetowi "pani" w przedszkolu i w szkole…
Ciekawe jest jednak to, że na zewnętrzne oznaki autorytetu reagujesz bardzo podobnie, jak na rzeczywisty autorytet. Nie masz wystarczających możliwości, aby autorytet zweryfikować (albo zwyczajnie Ci się nie chce), więc sądzisz po pozorach. Jak mówi Biblia "człowiek widzi tylko to, co ma przed oczami"… Ulegasz więc nie tyle samemu autorytetowi, ile jego symbolom.
Wiele instytucji wykorzystuje ten nawyk posłuszeństwa oznakom autorytetu. Policjanci noszą mundury, sędziowie - togi i łańcuchy z orłem. Wiele funkcji czy ról społecznych posiada wymyślne tytuły. Przyznasz, że "profesor doktor habilitowany Jan Kowalski" brzmi o wiele poważniej, niż "Jan Kowalski, pracownik uczelni" a "Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej" - niż "kierownik Polski"?
Przejrzyj wizytówki swoich znajomych i klientów, a zacznij od swojej. Rzadko spotkasz tam "sprzedawców", "księgowych", "prawników" czy prostych "kierowników". O wiele częściej będą to wizytówki "doradców ds. kluczowych klientów", "senior finance specialistów", "junior legal counsellorów" i "account managerów". Mam rację? Sprawdź…
To zjawisko jest też wykorzystywane inaczej. Polskie media zawsze gdy chcą przedstawić jakiś pogląd w dobrym świetle, podają że według badań popierają go "młodzi, wykształceni i z dużych miast". Pogląd przeciwny, dziwnym trafem, popierają zawsze "ludzie starsi, z wykształceniem podstawowym, ze wsi" (czasem określa się to bardziej wykwintnie - "z małych ośrodków"). Ta metoda manipulacji ma dużą siłę rażenia, bo większość ludzi w Polsce chciałaby być "wykształcona", znowu "młoda" i w dodatku "z dużego ośrodka". Zwłaszcza gdy sprowadziła się tam z małego...
Oczywiście nie ma nic złego w powoływaniu się na prawdziwy autorytet, a nawet w używaniu jego oznak. Co innego, gdy jedynym celem takiego działania jest chęć oszukania, gdy tak naprawdę za oznaką autorytetu nie stoi prawdziwy autorytet. Gdy "Dyrektor Generalny" kieruje tylko sobą (a i to bez powodzenia). Gdy anglojęzyczna nazwa produktu lub firmy ma zasugerować zagraniczne pochodzenie. A nawet - skrajny przypadek, ale niestety prawdziwy - gdy osoba tytułowana "profesorem" to absolwent tylko szkoły średniej.
Jak bronić się przed manipulacją wykorzystującą regułę autorytetu?
Trudno byłoby Ci weryfikować za każdym razem prawdziwość używanych nazw i tytułów. Ciągła podejrzliwość byłaby przesadą, ale możesz zrobić coś prostszego. Gdy ktoś Cię do czegoś namawia, zapytaj sam siebie: czy zrobiłbym to, co mi sugeruje, gdyby nie "opakowanie" (tytuł, znane nazwisko, nazwa instytucji którą reprezentuje)? Czy przekonuje mnie argumentacja, czy jej otoczka? Czy przyjąłbym te same argumenty od "pana Józka z sąsiedztwa"?
Zwróć uwagę na ciekawe zjawisko. Bardzo często w mediach wykorzystuje się tzw. dyżurne autorytety. Ktoś może być utytułowanym badaczem literatury czy przyrody - ale czy to daje mu większe prawo do wypowiadania się np. w zakresie historii XX wieku, niż Tobie czy komuś innemu?
Czytając opinie ekspertów zadawaj sobie zatem pytanie: czy jest to ekspert z danej dziedziny? Czy wykorzystano jego fachowość (w porządku, to dla Ciebie cenna opinia), czy po prostu znane nazwisko? Pamiętaj też, że zawsze masz prawo zapytać kim jest ten "znany wszystkim prof. John W. Smith, fatuitolog z Uniwersytetu w Nusquam". Masz też prawo nie wiedzieć, czym zajmuje się fatuitologia i gdzie leży to całe Nusquam...*
Czy szampon X myje włosy lepiej niż szampon Z, bo w reklamie używa go znana piosenkarka Igrekowska? I czy piosenkarka Igrekowska jest większym autorytetem w dziedzinie mycia włosów, niż na przykład pani Ela z księgowości?
Odróżniaj prawdziwy autorytet od fałszywego. Prawdziwy autorytet jest Ci potrzebny. Warto przecież korzystać z rad kogoś, kto wie więcej od Ciebie, choć oczywiście decyzję podejmiesz samodzielnie. Fałszywy autorytet zawsze zaprowadzi Cię jednak tam, gdzie nie chcesz się znaleźć. Jak każda manipulacja...
Jerzy Rzędowski
|

Teleportacja w prezentację
Sklep
Newsletter



